Wspomnienia nauczycieliWspomnienia związane z pracą w ZSZ Nr 1 w Łowiczu mgr Feliksy Lalak
Pracę na stanowisku kierownika internatu w Technikum
Mechaniczno-Elektrycznym podjęłam 1 września 1956 r. Zarówno placówka,
w której pracowałam na stanowisku kierownika internatu, jak i szkoła
należały do Ministerstwa Przemysłu Drobnego i Rzemiosła.
W wyniku połączenia Technikum Mechaniczno-Elektrycznego i Zasadniczej
Szkoły Zawodowej powstała koncepcja zorganizowania internatu, wynikała
ona z potrzeb uczniów i szkoły. Młodzież wtedy rekrutowała się
z różnych województw, np. poznańskiego, warszawskiego, łódzkiego i nie
miała gdzie mieszkać. Zapadła decyzja zorganizowania internatu
w budynku po Zasadniczej Szkole
Zawodowej przy ul. Zduńskiej 52.
Ponieważ miałam już doświadczenia w organizowaniu internatu
i doświadczenia na stanowisku kierownika, zostałam więc służbowo
przeniesiona. Przeniesienie nastąpiło za moją zgodą, gdyż od roku
w charakterze nauczyciela w tej szkole pracował mój mąż. Po miesiącu
organizacji, od 1 października 1956 r. internat zaczął już funkcjonować.
Przyjęto 80 uczniów w tym 14 dziewcząt. Kuchnia i stołówka znajdowały
się w budynku szkoły przy ul. Podrzecznej 30. Z wyżywienia korzystała
również młodzież mieszkająca na stancjach, razem ok. 160 osób. Młodzież
pochodziła ze środowisk wiejskich, małych osad i miasteczek. Ogólnie
była to młodzież biedna, większość korzystała ze stypendium, które
wystarczało na pokrycie kosztów za wyżywienie.
Młodzież garnęła się do nauki, nie sprawiała specjalnych kłopotów
wychowawczych, w internacie nie zdarzało się powtarzanie klasy. Warunki
zarówno w internacie jak i w szkole były trudne. W internacie sypialnie
duże - 10 osobowe, brak pokoju do nauki. Nauka własna odbywała się
w świetlicy szkolnej. Mimo trudnych warunków lokalowych atmosfera była
sprzyjająca. Co roku opuszczało internat ok. 14 maturzystów
i 16 absolwentów Zasadniczej Szkoły Zawodowej. Z czasem warunki
lokalowe zaczęły się poprawiać. Internat otrzymał dodatkowy lokal po
likwidacji sklepu PSS. W pomieszczeniu tym urządzono świetlicę,
w której młodzież mogła się uczyć, oglądać telewizję i urządzać
imperezy kulturalne.
Kierownikiem internatu byłam przez 30 lat, tj. do przejścia na
emeryturę. Jednocześnie od 1980 r. dodatkowo pracowałam na 1/2 etatu
w charakterze pedagoga szkolnego. Na tym stanowisku pracowałam jeszcze
6 lat. W sumie więc przepracowałam w tej szkole 36 lat.
Internat natomiast po moim odejściu funkcjonował jeszcze 2 lata. Został
zlikwidowany 31 sierpnia 1988 r. Likwidacja nastąpiła z powodu małej
liczby kandydatów. Poprawiły się warunki komunikacyjne, młodzież
pochodziła z pobliskich miejscowości, mogła więc dojeżdżać. W 1989 r.
budynek został przejęty przez Zakon Św. Józefa a następnie sprzedany.
Lata przepracowane w szkole i w internacie wspominam bardzo przyjemnie.
Z perspektywy 36 lat pracy w tej placówce myślę, że w warunkach
trudnych, zarówno nauczyciele jak i młodzież wypełniali swoje zadania.
Nauczyciele pracowali z oddaniem i poświęceniem. Ze szkoły wyszło wielu
wartościowych absolwentów, którzy pełnią odpowiedzialne funkcje w życiu
publicznym.
Internat umożliwił wielu wychowankom ukończenie szkoły i zdobycie
zawodu, ukształtował postawy społeczne, nauczył żyć w grupie,
samodzielnie podejmować odpowiedzialne zadania.
Feliksa Lalak
Wspomnienia związane z pracą w ZSZ Nr 1 w Łowiczu Bronisława Turskiego
Jako długoletni nauczyciel zawodu pragnę dorzucić garść wspomnień do jubileuszowej księgi pamiątkowej.
Zasadnicza Szkoła Zawodowa mieściła się przy ul. Bieruta, obecnie
Zduńska w zakładzie dawnych
Braci Zakonnych, którzy wychowywali chłopców i uczyli zawodu
krawieckiego. Po przejęciu obiektu przez państwo powstała w tym budynku
Zasadnicza Szkoła Zawodowa z wydziałem krawieckim dla dziewcząt
i metalowym dla chłopców. Opiekunem tej szkoły byli: p. Pytlowa
i p. Korzeniowski. Na l piętrze znajdowały się sale wykładowe, na dole
pracownie krawieckie i internat, a warsztaty ślusarskie w komórkach
za budynkiem.
Kiedy powstała Państwowa Szkoła Techniczno-Przemysłowa przy
ul. Podrzecznej ZSZ przeszła pod wspólną dyrekcję z TME. Budynek
szkolny był odgrodzony od terenów wojskowych wysokim płotem z desek. Po
częściowym opuszczeniu budynków przez wojsko, dyrektor p. Stokowski
kazał zerwać kłódki i przenieść warsztaty do tych pomieszczeń. W 1951
roku podczas rady pedagogicznej przyjechało 3 oficerów w polskich
mundurach, którzy mówili tylko po rosyjsku. Zabrali dyrektora
Stokowskiego i wywieźli go do Warszawy. Wszyscy członkowie rady
pedagogicznej przesiedzieli całą noc w szkole, gdyż nie było wiadomo,
co z tego może wyniknąć. Rano nauka odbywała się już normalnie, ale my
z niepokojem oczekiwaliśmy na dalszy rozwój wydarzeń. Po 3 dniach koło
południa przywieziono dyrektora, który opowiedział nam, jak go przyjęto
(umiał bardzo dobrze mówić po rosyjsku, urodzony był w Mandżurii).
Pytano go, dlaczego zajął budynek wojskowy. Na zakończenie został
przyjęty przez marszałka Rokossowskiego, który poinformował
go o przekazaniu na rzecz szkolnictwa zawodowego całego obiektu.
Warsztaty rozwijały się, pracy było bardzo dużo, uczniów przybywało.
Nauczyciele zawodu narzędzia zdobywali gdzie tylko mogli, gdyż były
trudności z zaopatrzeniem.
Fot. Warsztaty szkolne
Szkoła przeszła pod zarząd Ministerstwa Przemysłu Drobnego i Rzemiosła.
Nauka praktyczna zawodu odbywała się na dwie zmiany od godziny 7.00
do 21.00. Przybywało nowych nauczycieli zawodu, takich jak: p.p. Kraft,
Korzeniowski, Dziedziela, Pęśko, Kapusta, Białas, Korczak. Dokształcali
się oni na kursach wakacyjnych. Niektórzy ukończyli technika
pedagogiczne i zdobywali tytuł nauczyciela dyplomowanego. Bardzo mile
wspominam lata 1950-70, gdy młodzież była chętna do nauki
i zaangażowana w życie szkoły.
Bronisław Turski